Dlaczego – podczas wyprawy do Gruzji – warto pojechać Gruzińską Drogą Wojenną?
- przejedziesz w poprzek przez najwyższe góry pomiędzy Alpami i Himalajami
- zobaczysz dziką przyrodę i będziesz podziwiać oszałamiające widoki
- (przy dobrej pogodzie) zobaczysz słynny Kazbek i poznasz jego legendy
Ku Kaukazowi!
Bus piął się serpentynami ku górze. Widoki rozszerzały się z każdym mijanym zakrętem. To po lewej, to po prawej pokazywało się pasmo gór na granicy pomiędzy Gruzją a separatystyczną Osetią Południową. Po drugiej stronie, na nieco łagodniejszym zboczu, było widać orczyki, kolejki i inne miejsca, do których udają się strudzeni narciarze-zjazdowcy w ramach wieczornego „apres-ski”. Chwilę później naszym oczom ukazało się centrum Gudauri – najsłynniejszego kurortu narciarskiego po południowej stronie Kaukazu. A kilka minut później stanęliśmy na Przełęczy Krzyżowej. Byliśmy w najwyższym punkcie Gruzińskiej Drogi Wojennej. Dla wielu osób przejazd tą historyczną trasą i obejrzenie miejsc wokół niej stanowi główny powód wycieczki do Gruzji.

Dzieje i współczesność Drogi Wojennej
Na pytanie: ile lat liczy sobie Droga, trudno o jednoznaczną odpowiedź. Bowiem już w starożytności szlakiem, przecinającym główny grzbiet Kaukazu, wędrowali kupcy, armie, a nawet całe narody przemieszczające się z północy na południowe zbocza gór. W bliższych nam czasach trasa podlegała bezpośrednio gruzińskim władcom i była silnie ufortyfikowana. Nosiła wówczas nazwę „Przełęczy Darialskiej” – od wąwozu położonego przy dzisiejszej granicy z Rosją. Kiedy Gruzja została częścią Imperium Carskiego, Rosjanie postanowili przebudować drogę tak, aby trudnym i niebezpiecznym wówczas szlakiem móc szybko przerzucać duże ilości wojska.
Dziś liczącą sobie 208 kilometrów Drogą podążają zarówno tiry z Armenii, Gruzji czy Iranu do Rosji. Podążają pasterze, którzy wiosną ciężarówkami (zwykle są to stare Ziły) wywożą swoje stada na wysokogórskie łąki. Podążają wreszcie turyści, którzy chcą na własne oczy zobaczyć ikonę Gruzji – klasztor Świętej Trójcy na wzgórzu nad Gergeti. Wśród turystów jest też spora grupa trekkersów, dla których wspaniałym celem są przepiękne doliny Truso lub Sno oraz wspinaczy wybierających się na Lodową Górę – Mkinwartsweri, zwaną popularnie Kazbekiem.
Droga to nie tylko przejazd
Tak, oczywiście: najwięcej gości przyciąga malowniczy klasztor położony u stóp Kazbeku. Ale tamtejszy męski monastyr Świętej Trójcy to nie jedyna atrakcja turystyczna tej części Gruzji. W dolnej, pagórkowatej części Drogi, znajduje się wspaniała twierdza Ananuri, na terenie której zbudowano też niewielką cerkiew. Obecnie u stóp budowli rozciąga się także malownicze jezioro – sztuczny zbiornik na rzece Żinwali.
Odrobinę dalej, w wyższych partiach gór, znajduje się wspomniany już kurort Gudauri. Spopularyzowano tu naprawdę drogi „heliskiing” – narciarz dostaje się na szczyt góry nie kolejką, ale… śmigłowcem. Tuż ponad Gudauri większość turystów zatrzymuje się przy pomniku Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej. O ile sama mozaika przedstawiająca dobre stosunki między narodami już nieco wyblakła, o tyle widok stąd na okoliczne doliny naprawdę zachwyca! Dodatkowo jest to miejsce idealne do uprawiania innego sportu dla osób o mocnych nerwach: paraglidingu.



Jesteśmy u szczytu, a potem… czas wracać
Kilka chwil jazdy ponad mozaikę i już jesteśmy na wspomnianej wyżej Przełęczy. Tu niektórzy zatrzymują się przy krzyżu, który dał nazwę Pieriewałowi, inni z kolei jadą nieco dalej, aby zobaczyć tutejsze źródła siarkowe. Niektórzy nawet zabierają z sobą trochę górskiej wody do butelek. W tym miejscu pojawia się pytanie o granicę między Europą i Azją. Jeśli przyjąć, że przebiega ona głównym grzbietem Kaukazu, to nasza wyprawa do Gruzji oznacza pobyt na dwóch kontynentach. Stojąc na przełęczy można jedną nogą być w Europie, a drugą w Azji.
Czas wracać na niziny. W drodze powrotnej do Tbilisi mijamy Natachtari, słynące z produkcji piwa i wód mineralnych oraz z małego lotniska, skąd można (jeśli tylko kaukaska pogoda pozwoli) polecieć do Swanetii. Kawałek dalej: dawna gruzińska stolica – Mtscheta i po chwili z dzikich, pustych gór wracamy do gwarnej stolicy – Tbilisi.


